JoeMonster.org

Pokaż menu
Szukaj
 
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…BO POWAGA ZABIJA POWOLI

Te kawałki znasz na pamięć, ale czy wiesz, jaka była ich geneza?

50 204  
204   37  
Te kawałki ograne są już do porzygu. Prawdopodobnie już po pierwszych tonach z łatwością byłbyś w stanie zgadnąć tytuł danego numeru oraz numer buta jego wykonawcy. Spokojnie - nie będziemy cię zamęczać tymi szlagierami.



Za to dowiesz się dziś kilku zaskakujących faktów na temat historii ich powstania. Mogłeś na przykład nie wiedzieć, że muzycy Budki Suflera, na początku lat 80., mieli okazję trafić na orgię do autobusu pełnego Arabów.

Dobra, skoro już kliknąłeś w artykuł, zaciekawiony historią seksualnych, międzyrasowych przygód polskich muzyków, to winien ci jestem przeprosiny – w tym artykule nie przeczytasz ani słowa o tym perwersyjnym epizodzie kariery Budki Suflera.

Bob Marley „I Shot the Sheriff”

Gdyby nie on, jamajska muzyka nigdy nie dotarłaby do mainstreamu. Gdyby nie on, dźwięki te nigdy nie dotarłyby do radioodbiorników polskich melomanów, którzy potem zapuszczali wypłowiałe blond dready i śpiewali o płonącym Babilonie. Gdyby nie on, nie byłoby polskiego reggae. ♫ Ło-jo-jo-jooo…♫ Bob, ty mendo.
Marley, oprócz płodzenia kapitalnych, ponadczasowych kawałków, zajmował się też płodzeniem dzieci. Taśmowo. Z różnymi kobietami (w tym i ze swoją żoną!). Oficjalnych potomków Boba jest tuzin, ale istnieje spora szansa, że drugie tyle do dziś kręci się gdzieś po ulicach Kingston.



Muzyk uważał, że antykoncepcja to zło i stanowczo sprzeciwiał się jej stosowaniu. Podobno miał dać wyraz temu poglądowi, kiedy pisał tekst do utworu „I Shot the Sheriff”.
Bob twierdził, że „zabicie szeryfa” to wyraz buntu przeciw władzy, jednak jedna z dziewczyn, która w momencie powstania tego hitu spotykała się artystą, twierdzi, że bezpośrednim powodem powstania tego numeru była ich kłótnia o… tabletki antykoncepcyjne. Bob był wkurzony, że jego kobieta chce „zabijać dzieci”, a doktora, który przypisał jej ten środek, pogardliwie zaczął nazywać „szeryfem”.

“Sheriff John Brown always hated me
For what, I don’t know
Every time I plant a seed
He said kill it before it grow”.


Eric Clapton „Layla”

„Lajla i Madżun” to tradycyjna, arabska historia miłosna opowiadająca o mężczyźnie, który bez pamięci zakochuje się w kobiecie o imieniu Layla. Uczucie wkrótce zamienia się w prawdziwą obsesję, a sam bohater zyskuje przydomek „Szaleniec”.
Pod koniec lat 60. Eric Clapton poznał Pattie Boyd – piękną, brytyjską modelkę, która z miejsca podbiła jego serce. Niestety, w tym okresie dziewczyna była żoną samego George’a Harrisona. Eric spotkał się z parą i szczerze przyznał, że jest obsesyjnie zakochany w Pattie. Mimo tego ewidentnego zgrzytu Clapton i państwo Harrisonowie pozostali przyjaciółmi.



Muzyk przez jakiś czas spotykał się nawet z siostrą Boyd, jednak w głębi duszy w dalszym ciągu szalał za wybranką serca swego kumpla. Swoje uczucia przekuł w ostre ćpanie (w tym czasie Clapton zaczął grzać heroinę) oraz pracę twórczą, czego rezultatem była „Layla” - utwór zadedykowany Pattie.
Ostatecznie małżeństwo Harrisonów rozpadło się, a Boyd szybko została żoną Erica. Niestety związek ten również nie wytrzymał próby czasu, a raczej silnego uzależnienia Claptona od wszelkich substancji psychoaktywnych. Muzyk nie chciał iść na odwyk, a słynna "Layla" dość miała towarzystwa pijanego lub zaćpanego i notorycznie zdradzającego ją artysty.



Van Halen „Jump”

To zdecydowanie jeden z największych hiciorów tej grupy. Linię melodyczną do tej kompozycji napisał Eddie Van Halen już w 1981 roku, jednak wówczas reszta zespołu uznała ją za mało ciekawą. Dopiero dwa lata później wokalista David Lee Roth przesłuchał kawałek jeszcze raz i wpadł na pomysł napisania do niego dobrego tekstu. Wieczór wcześniej muzyk oglądał wiadomości, podczas których wyemitowano materiał o mężczyźnie stojącym na krawędzi dachu wysokiego budynku. Na dole zebrali się gapie, którzy chcieli zobaczyć, czy facet zdecyduje się na ostateczny krok i ładnie rozmaśli się na asfalcie. Czekali niecierpliwie, tak jakby chcieli facetowi przekazać „No, dalej! Skacz!”.



Z okrzyku „Jump!” Roth zrobił refren kawałka o… miłości. Dopiero jakiś czas później członkowie grupy przyznali się do swojej inspiracji. Tymczasem w 2010 roku pewien brytyjski prezenter radiowy wpakował się w spore kłopoty, gdy kawałek „Jump” puścił chwilę po wyemitowaniu informacji o potężnej blokadzie drogowej wywołanej przez potencjalnego „skoczka”.

Guns N’Roses „Sweet Child o’Mine”

Znany z albumu „Apetite for Destruction” szlagier powstał całkiem przypadkiem, kiedy to muzycy obijali się w przerwie od nagrywania wcześniej przygotowanego materiału. Slash brzdąkał sobie od niechcenia na gitarze i nieoczekiwanie wyszedł mu intrygujący riff. Axl, będąc w drugim pokoju, poprosił gitarzystę o zagranie tego fragmentu jeszcze raz. Reszta muzyków szybko dołączyła do wspólnego grania, a wokalista w pośpiechu napisał tekst utworu.



Mimo że Slash uważał melodię za całkiem idiotyczną i nie chciał mieć z tą wymyśloną na poczekaniu kompozycją nic wspólnego, artyści szybko zrobili z tego pełnoprawny numer. Podobno cała praca zajęła im nie więcej niż pięć minut.
Slash szczerze nienawidził tego utworu i nie wróżył mu sukcesu. A jednak - „Sweet Child o’Mine” to chyba jeden z największych hiciorów Gunsów.

The Police „Roxanne”

Chyba nie jest żadną tajemnicą, że kawałek ten opowiada o gościu, który zakochał się w dziwce? Sting wpadł na pomysł napisania tego numeru będąc w Paryżu, gdzie trafił do dzielnicy tzw. „czerwonych latarni”, czyli części miasta szczególnie popularnej wśród fanów płatnej miłości.
O gorszych tematach śpiewali rockowi artyści, więc nie ma co się tu rozwodzić na temat dylematów gościa, który pragnie spędzić życie w towarzystwie wymiętoszonej do nieprzytomności prostytutki.



O kawałku warto jednak wspomnieć z innego powodu. Mało osób zdaje sobie sprawę, że w „Roxanne” dość wyraźnie usłyszeć możemy Stinga grającego na pianinie… własną dupą. Numer ten był zupełnie nieplanowany i wyszedł artyście całkiem niechcący. Podczas nagrywania utworu wokalista chciał oprzeć się o pianino. Nie wiedział jednak, że klapa była podniesiona. Z instrumentu wydał się dość donośny dźwięk, a członkowie zespołu chóralnie zarechotali. Nikt jednak nie wyłączył nagrywania, więc panowie kontynuowali rejestrację kompozycji. Wyszło im to bardzo dobrze. Jedynym mankamentem był ten nieszczęsny dźwięk pianina, na którym usiąść usiłował Sting. Trudno – kto by się tym przejmował? Fragment ten usłyszycie w piątej sekundzie „Roxanne”.


Źródła: 1, 2, 3, 4

Oglądany: 50204x | Komentarzy: 37 | Okejek: 204 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły
Jak to drzewiej bywało