Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…NIECODZIENNIK SATYRYCZNO-PROWOKUJĄCY

Forum > Inteligentna jazda > Obywatelski obowiązek
Yoop
Yoop - Superbojownik · przed dinozaurami
Ciekawe ile osób zaglądając do tego wątku pomyślało o wyborach.
Otóż to. Najczęściej spotykane powiązanie to właśnie takie "należy iść głosować, ponieważ to obywatelki obowiązek". Otóż nic bardziej błędnego. Aby sprawa była jasna, w myśl polskiego prawa, a konkretnie konstytucji, jak również ustawy "Kodeks wyborczy", aktywne prawo wyborcze jest przywilejem, a nie obowiązkiem (art. 62 Konstytucji RP).

Na marginesie - obowiązkiem obywatelskim jest konieczność "ponoszenia ciężarów i świadczeń publicznych". Ciekawa sprawa, że akurat w tej kwestii opinia publiczna i media nie kładą aż tak dużego nacisku na jak najlepsze wywiązywanie się z tego obowiązku. Ale ja nie o tym...

Pomijając zatem w rozważaniach rzeczywisty stan prawny ciekawy jestem opinii na temat udziału w wyborach. Czy możliwość głosowania powinna być przywilejem, czy faktycznie - obowiązkiem? A może wręcz odwrotnie - przywilejem nabywanym nie granicą wieku, lecz na przykład wysokością odprowadzonego podatku, albo zdanego egzaminu z wiedzy o gospodarce i prawie?

bbirdy
Kurde, dla mnie obywatelski obowiązek to:
- przestrzegać prawa;
- płacić podatki;
- nie szkodzić bliźnim;
- być członkiem społeczeństwa, a nie tylko sobiepanem płacącym podatki;
- pomagać stojącym na straży ładu społecznego;
- nie burzyć ładu społecznego;
- dbać o wspólne dobro, w tym o instytucję państwa jako taką.

Na sekundę nawet nie pomyślałem o prawie do udziału w wyborach. Dlaczego tak usilnie jesteśmy zachęcani do głosowania, nie wiem. Ale śmiem twierdzić, że jest to próba zbudowania poczucia "jestem częścią państwa, jestem obywatelem państwa, jestem ważny dla państwa". Na wiele sposobów jesteśmy przekonywani o tym, że mamy siakiśtam trudny do nazwania nawet wpływ na sprawy o trudnym do ujęcia wpływie na rzeczywiste życie nas, obywateli.
A z drugiej strony instytucja państwa wchodzi z butami w nasze pojęcia religijności, definicję rodziny, model wychowania dzieci, sposób odnoszenia się do innych ludzi. Wciska się nam, niekiedy wręcz zmusza (Belgia, Australia, Wenezuela, Singapur) do decydowania o sprawach na wpół abstrakcyjnych dla szarego zjadacza chleba, w zamian roszcząc sobie prawo do decydowania o szarych dniach tegoż zjadacza.

Tyle odpowiedzi na "niezadane" pytanie o nacisk na głosowanie. Jeśli chodzi o nasz stan prawny głosowania, jestem całkowicie zadowolony. Kto chce, głosuje; kto nie chce, też głosuje na swój sposób. Wprowadzanie cenzusu to kusząca propozycja, ale z definicji zła: idea demokracji jest nie do pogodzenia z założeniem, że tylko niektórzy obywatele mogą mieć wpływ na wszystkich. Dodajmy do tego dziecinną łatwość manipulacji takim testem wiedzy o gospodarce i prawie (A dlaczego akurat o nich? A co jeśli ludzie chcieliby na demokratycznej drodze wprowadzić teokrację?), bo zło cenzusu majątkowego jest zbyt oczywiste, by choćby trącać to kijem.

--
Zachowaj mnie Panie od zgubnego nawyku mniemania,
że muszę coś powiedzieć na każdy temat i przy każdej okazji.
Plewa Osmose ceramiczne systemy kominowe Św. Tomasz z Akwinu

brak avatara
Wiemy że w obecnej formie wybory w demokracji są co najmniej kwestią kontrowersyjną, bo pijak spod sklepu ma taką samą siłę głosu jak doktor z poważnym dorobkiem naukowym.

Druga rzecz, to wszelkie formy kształtowania opinii publicznej przy pomocy środków masowego przekazu. Nie raz i nie dwa już słyszałem kobiety dyskutujące o tym który polityk jest przystojniejszy, co miało być argumentem za oddaniem na niego głosu, babcie, idące głosować na Kaczyńskiego bo tak o. Tadeusz powiedział czy też zaślepionych widzów TVN i czytelników Wyborczej rzucających od razu obelgami w odpowiedzi na informacje o stanie gospodarki. Według mnie najprostszym rozwiązaniem byłby mały test świadomości politycznej, choćby w stylu "połącz nazwisko z postulatem". Sądzę że wyeliminowałoby to choć część zmanipulowanych osób.

lysy2
hej
nie wyznaczysz sprawiedliwego kryterium dla "przywileju głosowania".
obowiązek nie wyklucza przywileju.
przywileju można pozbawić.
ja jestem za tym, żeby głosowanie było obowiązkiem (jak w paru krajach), bo wtedy mamy jasny obraz i wolę całego społeczeństwa jakie by ono nie było.
polski tumiwisizm oraz powyborcze marudzenie, że rząd jest do du*y (gdy się samemu nie głosowało) jest kolejnym argumentem by zrobić z tego obowiązek i zaangażować ludzi w bardziej świadome podejmowanie decyzji dot. swojego kraju i losu.

--
Jechać - nieważne dokąd. Ważne żeby bokiem...

Hej, a może by tak wstawić swoje zdjęcie? To łatwe proste i szybkie. Poczujesz się bardziej jak u siebie.
pietshaq - Szkielet Szachisty · przed dinozaurami
Powinno to być przywilejem, i to takim, którego nabycie jest trudniejsze, niż nabycie prawa jazdy (bo łatwiej jest kierować samochodem, niż państwem, i łatwiej jest kierować czymkolwiek samemu, niż mając na sterze tylko jedną z wielu rąk). W szczególności główne cechy prawa jazdy i prawa głosu powinny być ustawione odwrotnie, niż są: prawo jazdy powinien mieć każdy po przekroczeniu pewnego wieku, o ile sąd imiennie mu tego prawa nie zabierze, natomiast prawa głosu nie powinien mieć nikt tak długo, jak długo to prawo nie zostanie mu imiennie nadane po przejściu trudnej weryfikacji zgodnej z procedurą. Nie upieram się, że mam pełny program, jednym z braków jest brak konkretyzacji, jak taka procedura miałaby wyglądać. Na pewno wiedza o prawie powinna działać na niekorzyść, bo ktoś, kto wie, jak wygląda prawo, na ogół ma już zakodowane w głowie schematy uniemożliwiające wymyślenie zmiany tego prawa u samych fundamentów. Ktoś, kto nie potrafi wczuć się w sposób myślenia radykała po którejkolwiek ze stron, powinien automatycznie być wykluczony.

Generalnie uważam, że nie powinno istnieć coś takiego, jak "obywatelski obowiązek", w żadnym zakresie, ponieważ obowiązek to odpowiedzialność, a odpowiedzialność powinna być nakładana proporcjonalnie do wolności -- czyli do tego, w jakim zakresie człowiek ma prawo decyzji. Co więcej, powinna być nakładana dopiero po podjęciu pierwszej decyzji, która nie została wymuszona w praktyce. Czyli: można mieć obowiązki względem państwa, do którego się wyjechało, ale nie względem takiego, w którym człowiek się urodził (chyba że wyjechał i wrócił).

Poniekąd oddaje to też sens głosowania i podatków. Jako libertarianin jestem za podatkami: pogłównym, podymnym i łanowym. Rozumuję w ten sposób: podatek powinien być pochodną świadczeń wzajemnych otrzymywanych od państwa w takim zakresie, w jakim musi je świadczyć państwo -- i uważam, że ten zakres to wojsko, policja i minimalna administracja (w tym sądownictwo). Pogłówne jest odpowiednikiem tego, że państwo chroni życie. Podymne to opłata za policyjną ochronę mienia, a łanowe -- za wojskową ochronę terenu przed wrogami z zewnątrz. Zatem -- więcej masz to więcej płacisz, ale jednocześnie więcej masz to więcej masz do stracenia. Czyli: im więcej płacisz, tym więcej masz do stracenia. A ponieważ waga głosu powinna być proporcjonalna do tego, ile kto ma do stracenia, więc przy tym systemie podatkowym głosowanie może być według wysokości opłacanych podatków. Przy obecnym systemie to się nie sprawdzi, bo za dużo podatków jest ukrytych i pośrednich (jak chcesz zważyć mój głos, gdy zapłaciłem w marży bułki PIT piekarza?)

Pozdrawiam,

--
Pietshaq na YouTube

subaryta
subaryta - Superbojownik · przed dinozaurami
Uważam, że powinna być przywilejem i to faktycznie opartym na cenzusach. Na cenzusie wykształcenia, w obecnych czasach, to absolutnie nie. Jeżeli profesorem może być np. Magdalena Środa (lewaki - dla was Krystyna Pawłowicz), trzeba być skończonym idiotą i pechowcem, żeby nie zdać matury a tytuł magistra dają byle jakie szkółki Ekologii, Zarządzania i Lotu w Kulki to jaką wartością jest wykształcenie. Prędzej na cenzusie majątkowym - ci, którzy płacą większy haracz powinni mieć więcej do powiedzenia. Co do wieku, to też może powinno się podwyższyć wiek uprawniający do głosowania a przy okazji - do uzyskania prawa jazdy. Co nie znaczy, że nie ma również starych durni.
Kolejna rzecz to bierne prawo wyborcze - należałoby wprowadzić mechanizm uniemożliwiający kandydowanie i obejmowanie funkcji publicznych przez idiotów.

--
gdyby internet mógł śmierdzieć, śmierdziałby :lasowym

Yoop
Yoop - Superbojownik · przed dinozaurami
Heh, no proszę. Jestem pod wrażeniem przekonania piszących, co do słuszności wygłaszanych poglądów zważywszy na ich wzajemną rozbieżność

:bbirdy Jakkolwiek zgadzam się w większości z tym co napisałeś, to akurat stwierdzenie: idea demokracji jest nie do pogodzenia z założeniem, że tylko niektórzy obywatele mogą mieć wpływ na wszystkich jest dość odległe od rzeczywistości W Grecji, gdzie wymyślili ten uroczy wynalazek, demokracja dotyczyła oczywiście większości obywateli ale nie każdy miał prawo nazywać się obywatelem . Dodatkowo wiki podpowiada, że aby uzyskać prawo przynależności do zgromadzenia ludowego (prawo głosu) należało przejść obowiązkowe szkolenie

Co do testu wiedzy, to mimo wszystko myślę, że łatwo go zobiektywizować. Można by się nawet pokusić o publicznie dostępny zamknięty zbiór pytań - byleby był w miarę obszerny. Niemniej jednak, nie mam przekonania do tego rozwiązania, choć dostrzegam jego zalety.

Ja osobiście jestem jak najbardziej przeciwny obowiązkowi wyborczemu z dwóch powodów, z czego jeden jest ideologiczny, a drugi bardzo przyziemny.
- Uważam, że nie należy nikogo zmuszać do działania, co do którego nie ma on przekonania, a co więcej, nie można określić skutków jakie na niego wywrze.
- Powód przyziemny jest taki, że nie chce mi się tracić czasu na to, żeby iść oddać pusty głos, jeśli uważam że nikt na takowy nie zasłużył.

Co do kryterium wykształcenia, to zgadzam się z :sybarytą jest ono bardzo słabym wyznacznikiem. poprostujakub być może Cię rozczaruję, ale przeciętny doktor w dyskusji politycznej rożni się od pijaka spod budki z piwem przede wszystkim liczbą wulgaryzmów, a i to niekoniecznie.

w sumie miałbym parę uwag, ale skupię się na jednym aspekcie. Dlaczego decyzja, która ma dotyczyć całości życia społecznego człowieka ma podlegać wyłącznie kryterium pieniądza? Nie obawiasz się, że zwiększenie wagi głosów osób bogatych będzie służyło ochronie ich interesów, podczas gdy zdewaluowany zostanie głos osób, które mają duży wkład dla dobra ogółu, ale odprowadzają niski podatek, bo zarabiają stosunkowo niewiele (na przykład nauczyciele, pielęgniarki). Co gorsza, kilka tysięcy lat doświadczenia pokazuje, że wysokie dochody często towarzyszą łamaniu prawa. Mogłoby się nagle okazać, że przestępcy skłonni są płacić podatek w zamian za większą wagę głosu, dzięki czemu mogliby zyskać znacznie większy wpływ na ustawodawstwo - innymi słowy kupiliby sobie niekaralność w świetle prawa.

Hej, a może by tak wstawić swoje zdjęcie? To łatwe proste i szybkie. Poczujesz się bardziej jak u siebie.
wisz-nu - Superbojownik · przed dinozaurami
w sumie ciagle mi chodzi po glowie jakas forma kombinacji tego co wymyslili Heinlein i Lukianienko, cytowalem ich tutaj:

https://www.joemonster.org/phorum/read.php?f=15&i=1792629&t=1792444&page=2#1792699

idea zblizona do tego o czym wspomnial

Tym wieksza wartosc glosu, im wiecej sie dolozy do wspolnego majatku, np. im wiecej wplaci na taki przykladowy zus - (przy okazji bedzie to metoda na zalatanie dziury). W koncu jak ma poprzez glosowanie decydowac o innych, to bierze za nich odpowiedzialnosc. A wiec niech placi na wspolne.

A jesli chce brac czynny udzial w rzadzeniu (znaczy miec bierne prawo wyborcze), to niech najpierw pokaze, ze jest gotow oddac za ojczyzne zycie, np. przechodzac przez wojsko.
Cos takiego w sumie widac na przykladzie GB - taki ksiaze Harry ma przygotowanie wojskowe (fakt, to akurat jest z powodow bardziej marketingowych ).

--
Wszelkie prawa zastrzeżone. Czytanie niniejszego tekstu bez pisemnej zgody surowo wzbronione.

Hej, a może by tak wstawić swoje zdjęcie? To łatwe proste i szybkie. Poczujesz się bardziej jak u siebie.
pietshaq - Szkielet Szachisty · przed dinozaurami
:yoop -- albo mnie nie przeczytałeś dokładnie, albo udajesz, że nie zrozumiałeś mnie do końca. W skrócie:

Jestem za podatkiem pogłównym, łanowym i podymnym, czyli podatkiem od istnienia + od kapitału (w proporcjach mniej więcej 3:1 z punktu widzenia budżetu), ale nie od dochodu! Zatem zarabianie stosunkowo niewiele nic by nie mówiło.

ALE

Uważam, że pieniądz jest najlepszą możliwą miarą pożyteczności człowieka, bo pokazuje różnicę między tym, co ludzie mu zapłacili (czyli tym, na ile wycenili jego pożyteczność dla nich), a tym, co sam skonsumował. Nie jest to miara idealna: bo przestępcy, bo pechowcy, bo zwycięzcy w grach losowych -- ale twierdzę, że jest najlepszą możliwą, bo nie znam lepszej miary! Znam parę definicji, które mogłyby podpadać pod lepsze -- kwestia ideologiczna -- ale odrzucam je, bo nie spełniają definicji miary -- nie pozwalają zmierzyć, kto jest pożyteczniejszy!

Wysokie dochody towarzyszą na ogół łamaniu prawa, którego zniesienie uważałbym za pożyteczne, a więc cenzus prowadzący pośrednio do zniesienia tego prawa także. Przykładem takiego prawa jest zakaz handlu narkotykami. BTW: gdyby narkotykami można było handlować tak, jak dzisiaj można handlować zeszytami, to dochody takiej mafii narkotykowej spadłyby do dochodów niewielkiej apteki. Nic, za co ludzie wyrzynają się stadnie. Ale to na inną rozmowę.

Pozdrawiam,

--
Pietshaq na YouTube

Yoop
Yoop - Superbojownik · przed dinozaurami
No ok, niemniej jednak, jeśli dobrze rozumiem uzależniasz siłę głosu od zamożności. Kwestia tego, czy jest to podatek dochodowy, czy od kapitału jest drugorzędna, bo jeśli komuś zależy, to wykona stosowne operacje, aby pojawiło się to co trzeba. Tak czy inaczej (popraw mnie jeśli się mylę) da się to sprowadzić do stwierdzenia, że głosują pieniądze.
Prawdę mówiąc, zależność pomiędzy skutecznością zdobywania bogactwa, a pozytywnym wpływem na państwo (i społeczeństwo) nie jest dla mnie oczywista i jednoznaczna.
Dla przykładu: jak do oceny pożyteczności człowieka ma się praca wolontariuszy? Skoro za ich pracę nikt nie płaci, to znaczy że pożytek z nich jest żaden?

W tej chwili stosowana jest inna miara i ja osobiście tę właśnie preferuję - głosuje człowiek. Jeden człowiek, jeden głos - egalitaryzm pełną gębą.

Miara zdefiniowana w oparciu o wyniki egzaminu też mi się wydaje lepsza niż ekonomiczna, ponieważ zasadza się na racjonalności, a więc można domniemywać, że przełoży się na racjonalne zarządzanie państwem.

Hej, a może by tak wstawić swoje zdjęcie? To łatwe proste i szybkie. Poczujesz się bardziej jak u siebie.
pietshaq - Szkielet Szachisty · przed dinozaurami
Przecież napisałem, że dla mnie też nie jest jednoznaczna, tylko że nie znam lepszej. Miara egalitarna jest oczywiście gorsza, bo zakłada, że albo nie istnieją pożyteczni ludzie, albo nie istnieją szkodliwi ludzie. Notabene: demokracja nie jest systemem egalitarnym. Masz tym więcej głosów, im dłużej żyjesz, tak? Czas to pieniądz, tak? No to dlaczego jeśli 80-latek może sobie pogłosować wielokrotnie więcej razy, niż ktoś, kto umrze w wieku lat 20, odmawiasz właścicielowi 80 milionów większej liczby głosów od właściciela 20 milionów? A cenzus wieku jest egalitarny? Bo jeśli tak, to może cenzus wieku od 35 do 40 lat jest równie egalitarny? Zasada "jeden człowiek -- jeden głos" byłaby zachowana bardziej dosłownie: jeden człowiek miałby jeden głos, a nie tyle głosów, ilu wyborów dożyje od momentu uzyskania pełnoletniości.

Anyway, ktoś, kto ma pieniądze, udowodnił przynajmniej jedną rzecz: że potrafi zarobić więcej, niż wydaje. Ograniczenie wpływu na państwo tylko do wpływu takich ludzi miałoby co najmniej pozytywny efekt.

Praca wolontariuszy oczywiście jest pożyteczna, podobnie jak siedemnastolatkowie nieraz znają się na rządzeniu państwem lepiej, niż czterdziestolatkowie. Jednak wybory są po to, żeby dokonać najlepszych możliwych wyborów, a nie po to, żeby każdy sobie pogłosował. Z braku idealnego mechanizmu trzeba jakoś uśrednić -- z pełną świadomością, że niektóre jednostki w ten sposób się skrzywdzi, a niektóre niezasłużenie uprzywilejuje. No i wolontariat z definicji jest dobrowolny, tak? No, to dobrowolnie rezygnujesz z prawa głosu, decydując się na wolontariat zamiast pracy zarobkowej, tak jak dzisiaj rezygnujesz z prawa zjedzenia hamburgera, na którego byś zarobił, gdyby Twoja praca nie była wolontariatem.

Jeśli komuś zależy, żeby głosować, to będzie wyceniał swoje nieruchomości wyżej i płacił od nich wyższe podatki. Jak najbardziej OK dla mnie -- siła głosu zależy nie tylko od tego, ile masz, ale i od tego, jak dużo z tego dasz, żeby tę siłę zwiększyć. Zupełnie nie OK jest za to dla mnie sytuacja, w której głos człowieka może się przełożyć na wydanie z państwowej kasy w ciągu godziny sumy, której ten człowiek nie wpłaci do tej kasy przez całe życie -- a jeśli wpłaci, to innymi kanałami, pośrednio, wyciągnie.

Egzamin nie zasadza się na racjonalności. Egzamin zasadza się na zgodności Twojego myślenia z myśleniem układającego pytania. Pieniądze mają tę wyższość nad egzaminem, że żaden urzędnik nie może narzucić poprawnej odpowiedzi, bo Twoja zamożność zależy od pożytku, jaki dzięki Tobie mają inni ludzie. Nieliniowo -- co wykazałeś przykładem wolontariuszy, zupełnie niepotrzebnie zresztą, bo sam pokazałem przykład zwycięzców na loterii. Ale statystycznie, na skalę dużego społeczeństwa, zależy. Na przykład: mniej ma ten, co potrafi tylko wypiec chleb, od tego, który potrafi tak zarządzić tym chlebem, żeby chleb ten trafił do osoby, która najbardziej go potrzebuje (co poznaje się po tym, że jest gotowa najwięcej zań zapłacić). I słusznie, bo pożytek z chleba nie bierze się z tego, że on jest, tylko z tego, że można nim zaspokoić głód, czyli potrzebę człowieka.

--
Pietshaq na YouTube

Yoop
Yoop - Superbojownik · przed dinozaurami
Rozumiem, że wg Ciebie miara egalitarna jest gorsza - bo nie jest to ani prawda ogólna, ani oczywista ;).
Egalitaryzm w ogóle niczego nie zakłada na temat pożyteczności ludzi, to raczej cech utylitaryzmu, który raczej nie broni się przed krytyką samego nawet libertaraianizmu. Egalitaryzm raczej zakłada, że człowiek od momentu uzyskania pełnoletniości ma prawo o sobie decydować. To właśnie daje prawo głosowania w demokracji że każdy może zagłosować. Twierdzenie że demokracja nie jest egalitarna, bo 80-latek ma więcej głosów niż 20-latek jest hm dość zaskakująca i jest manipulacją. Prawo wyborcze nie jest policzalne i nie jest przyznawane na X głosowań. Prawo wyborcze, to prawo ciągłe, a fakt, że osoba starsza skorzysta z niego więcej razy jest zupełnie inną rzeczą. Trochę jak z oddychaniem - szczęśliwie, póki co, oddychanie jest również egalitarne i fakt, że 80latek zrobił w życiu więcej wdechów i zużył więcej tleny niż 20latek niczego nie zmienia w tej materii.

Wprowadzasz tezy bez dowodu, które traktujesz jako obiektywne oczywistości, podczas gdy w istocie są to Twoje opinie np.:

Jednak wybory są po to, żeby dokonać najlepszych możliwych wyborów, a nie po to, żeby każdy sobie pogłosował.

Otóż moim zdaniem jest dokładnie odwrotnie. Dlaczego? Ponieważ ja twierdzę, na bazie liberalizmu, że każdemu przysługuje prawo decydowania o sobie, co w formie wyborów może realizować poprzez oddanie głosu. Zatem wybory służą temu, żeby każdy wybrał to, co wg niego jest najlepsze, a nie są maksymalizacją globalnej funkcji użyteczności. Wynika to z bardzo prostego faktu, że wyborcy mogą (i zwykle mają) różne, często sprzeczne ze sobą interesy, a tym samym nie istnieje coś takiego jak najlepszy możliwy wybór', bez wskazania osoby lub grupy, dla które akurat jest on najlepszy. Tym sposobem dochodzimy do tego, że uprawniając osoby bogate do zwiększonej siły głosów otrzymamy w wyniku najlepszy wynik z perspektywy tej właśnie grupy i nie musi się to przekładać nawet na choćby dobry wynik dla innych grup, ani nawet na lepszy wynik średni.

Egzamin nie zasadza się na racjonalności. Egzamin zasadza się na zgodności Twojego myślenia z myśleniem układającego pytania.
To się nie wyklucza. Mimo wszystko nie zakładamy chyba, że taki egzamin byłby tożsamy z widzimisię kolegi Staszka. Przyjmując jakąś minimalną perspektywę naukową - egzamin służy jak najbardziej obiektywnemu sprawdzeniu wiedzy egzaminowanego. To, że nie ma idealnych egzaminów, nie oznacza jeszcze, że są one wyzute z wszelkich znamion obiektywizmu. Zatem zakładając, że egzamin składałby się ze znanych z góry pytań (i znanych odpowiedzi) można by mieć jedynie zastrzeżenia do tego, że zdanie egzaminu nie jest jednoznaczne z rozumieniem zagadnień, których dotyczy. Przy odpowiednio dużej puli pytań można by dość skutecznie łagodzić tę ułomność. Jakkolwiek, żeby była jasność, nie jestem przekonany do tego rozwiązania, uważam tylko, że jest lepsze niż miara ekonomiczna

Cashtan
Cashtan - Superbojownik · przed dinozaurami
Jeżeli założyć, że prawo wyborcze jest przywilejem, zastanawiam się ile osób byłoby w stanie z niego zrezygnować za określone korzyści. Na przykład ustalić ulgę podatkową dla każdego, kto zrezygnowałby ze swojego prawa wyborczego. Myślę, że wiele osób skorzystałoby z takiej opcji, zwłaszcza te, które i tak na wybory nie chodzą (a jest ich w Polsce kilkadziesiąt procent). Zrzeczenie się byłoby dobrowolne, więc nie byłoby mowy o ograniczaniu czyiś praw ze względu na jego wykształcenie czy posiadany majątek. Byłaby to sytuacja przeciwna do obowiązku wyborczego, ponieważ zrzeczenie się praw było by nagradzane. Ale dzięki temu prawo wyborcze miałoby swoją określoną cenę, więc wymuszałoby przemyślany wybór.

Aleister
Chciałem też zauważyć, że obowiązkiem obywatelskim jest obrona kraju, choć tu mam wrażenie, że nasze państwo robi wszystko byśmy o tym zapomnieli.

Proste porównanie:
Szwajcaria: Obywatel idzie na rok do wojska i wychodzi ze swoim karabinem. Potem przez jakiś czas ma brać ten karabin i się meldować w jednostce na miesięczne ćwiczenia. Ma też się meldować na strzelnicy i zaliczać ćwiczenia (państwo substydiuje amunicję). Po osiągnięciu odpowiedniego wieku państwo stwierdza "odbębniłeś obowiązek". Wtedy Szwajcar może karabin oddać wojsku, a może oddać rusznikarzowi, który usunie możliwość strzelania ogniem ciągłym i zachować go na pamiątkę.

Szwajcar który broni nie lubi i wojskiem się brzydzi nie jest jednak skazany na bycie żołnierzem. Może powiedzieć "ja nie będę bronił ojczyzny czynem, tylko pieniędzmi" i zamiast biegać w mundurze po prostu płacić dodatkowy podatek.

W ten sposób wszyscy tam mają poczucie, że w jakiś sposób do obrony kraju się dokładają.

Polska
Obywatel ma płacić podatki i mieć nadzieje, że jakaś ich część pójdzie na zawodową armię. Obywatel może również wyrażać zdziwienie/oburzenie gdy słyszy opinie o stanie faktycznym Polskiej Armii. Ja np zetknąłem się z opinią żołnierza, że Wojsko Polskie nadaje się wyłącznie do szturmu na ogródki działkowe, ewentualnie może wygrać bitwę ze stowarzyszeniem geriatrycznym.

Jeden z bojowników też kiedyś przyznał, że wycisk jaki na treningu dostał od Szwajcarskich policjantów (zwykłych krawężników) był gorszy niż ten jaki dostał ćwicząc z Polskim Gromem.

--
Jeszcze jedno hobby i wyjdę z internetu
Forum > Inteligentna jazda > Obywatelski obowiązek
Aby pisać na forum zaloguj się lub zarejestruj